Telepraca staje się atrakcyjną formą zatrudnienia poprzez:
Termin "telepraca" często utożsamiana jest przez media i pojedyncze osoby jedynie z "telepracą domową" (patrz niżej), co jest nieco mylące. Telepraca może przybierać wiele form i być różnie charakteryzowana, co widać wyraźnie w poniższych definicjach.
W Stanach Zjednoczonych najczęściej używa się terminu "praca zdalna" (ang. telecommuting), podczas gdy w Europie powszechnie posługujemy się terminem "telepraca" (ang. telework).
Geneza telepracy i pracy zdalnej
Termin "praca zdalna" został ukuty przez Jacka Nillesa, który odegrał decydującą rolę w promowaniu tej koncepcji w USA, a spopularyzowany przez futurologa Francisa Kinsmana w książce The Telecommuters (John Wiley & Sons, 1987). Natomiast termin "telepraca" spopularyzowana została w Europie przez Komisję Europejską w sponsorowanych przez nią badaniach tego zjawiska. Badania dotyczyły telepracy jako czynnika rozwoju aktywności gospodarczej oraz szansy na powstanie nowych miejsc pracy na terenach wiejskich i w rejonach słabo rozwiniętych ekonomicznie.
Jack Nilles jest także twórcą terminu "kompleks biurowca" na określenie nieświadomej potrzeby przebywania w eleganckim gmachu firmy dla zademonstrowania własnej wartości i prestiżu. Gdyby nie kompleks biurowca, znacznie więcej ludzi byłoby zainteresowanych pracą w domu.
Warto również zapoznać się z kategoriami telepracowników domowych.
Warto również zapoznać się z kategoriami telepracowników domowych.
Przykładem elastycznie wykonywanej pracy powiązanej z systemem telepracy domowej lub nomadycznej (mobilnej) stanowi idea tzw. "gorących biurek". Zamiast biurka przypisanego jednej osobie, pracownicy przebywający w siedzibie firmy używają dowolnego biurka, akurat wolnego. Zakłada się, że każde biurko ma standardowe systemy biurowe - PC lub terminal PC i telefon. Pracownik posiada "osobistą" teczkę, w której przechowywane są jego pliki i dane. Dane przekazywane są na biurko i utrzymywane do czasu, gdy pracownik znajduje się w pobliżu. Ponieważ biurka w konwencjonalnym biurze wykorzystywane są najwyżej w 20% nominalnego czasu pracy, oszczędności na kosztach utrzymania firmy mogą drastycznie wzrosnąć. Za przykład niech posłuży jedno z biur IBM w stanie Nowy Jork, obecnie zatrudniające 800 osób, które pracują przy jedynie 200 biurkach.
Koncepcję elastycznej pracy w szerokim zakresie wykorzystują firmy IBM i Digital. Zmusza je do tego wyjątkowo agresywny charakter współzawodnictwa w przemyśle informatycznym, pilnie śledzone wprowadzanie nowatorskich i stale rozwijanych metod zarządzania oraz potrzeba intensyfikacji produktywności. A trzeba pamiętać, że jest to przemysł, którego produkty z roku na rok wykazują 20-30% poprawę wydajności w stosunku do ceny.
Te możliwości wykorzystują telecentra. Każdy z pracowników przyjeżdża do biura w telecentrum, którego lokalizacja jest najbardziej odpowiednia do potrzeb, np. jest najbliżej lub istnieje do niego dobry dojazd komunikacją miejską. Natomiast "zespołowość" pracy uzyskuje się za pośrednictwem sieci elektronicznych.
Telecentra mogą być własnością jednej firmy. Firma może również posiadać kilka stanowisk roboczych (biurek) w telecentrum należącym do kilku instytucji.
Kiedy pracownik zmienia pracę, nie ma mowy o jego przenoszeniu w inne miejsce. Zmianie ulegają jedynie wewnętrzne powiązania w strukturze organizacji. Kiedy pracownik rezygnuje z pracy lub awansuje na inne stanowisko, firma może łatwo go zastąpić inną, odpowiednią na to miejsce osobą, niezależnie od ograniczeń jakie narzuca geografia.
Korzyści są oczywiste. Rozwój sieci dobrze wyposażonych i poprawnie zarządzanych telecentrów mógłby znacznie rozszerzyć wykorzystanie metod telepracy. Na przeszkodzie stoi jednak rozwój stosunków własnościowych nie potrafiących dostosować się do możliwości, jakie oferuje nowoczesna technika.
Pierwotnym przeznaczeniem telechatek było
Telechatki starają się być częścią systemu "odnowy" ekonomicznej, pomagając mieszkańcom lokalnych społeczności w znalezieniu pracy odpowiedniej do ich kwalifikacji. Zarówno w miejscowych firmach, jak i w systemie telepracy u pracodawców spoza regionu. W wielu przypadkach zapoznają miejscowe firmy i osoby indywidualne z możliwościami jakie niesie technika teleinformatyczna. Często spełniają również istotną rolę społeczną. Umożliwiają miejscowym telepracownikom nawiązanie wzajemnych kontaktów i dają namiastkę biurowych spotkań przy kawie.
Wiele telechatek egzystuje na dość kruchej podstawie finansowej. Ich istnienie nieraz zależy od zdobytych dofinansowań i prowadzonych szkoleń.
Jeśli moje biuro znajduje się w Barcelonie i zachodzi potrzeba uzyskania pomocy serwisowej, wtedy obchodzi mnie wyłącznie czas oczekiwania na połączenie i skuteczność serwisu. Najmniej dbam o to, gdzie znajduje się osoba, która odpowiada na mój telefon. Odkąd technika stale podnosi wydajność usług świadczonych poprzez sieć, oszczędności dokonane na zmniejszeniu fizycznych rozmiarów firmy oraz lokalne różnice podatkowe uzasadniają pytanie o sens tradycyjnego modelu umiejscawiania zespołów serwisowych "blisko rynku". Przy dzisiejszym zaawansowaniu telekomunikacji, "blisko" to tam, gdzie jest łącze telefoniczne.
Należy pamiętać, że telepraca i wspierająca ją technika nie kreują nowych miejsc pracy, ani ich nie likwidują. Są to zjawiska neutralne. Jedyne co oferują, to możliwości. Od nas tylko zależy czy z nich skorzystamy.
Wiele krajów właśnie otwiera się na korzyści ekonomiczne, jakie oferuje telehandel. Wytwarzanie oprogramowania staje się domeną Indii, administracja systemami i zarządzanie danymi przyciągają Filipiny, systemami obsługi klientów interesują się Zachodnie Indie. Jednak telepraca "zamorska" nie oznacza prostego przesunięcia pracy do krajów, gdzie koszty robocizny są niższe. Raport z 1993 r. opracowany dla rządu Wielkiej Brytanii pokazał, że warunki sprzyjające zatrudnieniu będą powstawały jedynie w rejonach, gdzie istnieje odpowiednia kombinacja kosztów, umiejętności i indywidualnej przedsiębiorczości.
Raport MTA, zatytułowany "Telepraca i telehandel: szansa dla regionów" (Telework and Teletrade: The Local and Regional Response), opracowany został właśnie dla wspierania administracji lokalnej, rządów regionalnych i narodowych oraz agencji rozwoju, chcących skorzystać z nowych możliwości oraz unikać związanych z tym zagrożeń (np. zjawiska telepracy "zamorskiej").
Taka telewioska rozwijana jest w pobliżu Crickhowell w Walii. Nad zastosowaniem tej koncepcji dyskutują mieszkańcy innych, równie atrakcyjnych ekologicznie regionów, np. Highlands lub szkockich wysp. Kilka projektów, w różnych stadiach rozwoju, rozwijanych jest w Ameryce Północnej.
Owi nomadzi posiadają w domu co najmniej kilka urządzeń biurowych. Główną ich jednak troską jest posiadanie "w drodze" stałego dostępu do odpowiedniej infrastruktury. Stopniowo ich potrzeby zaczynają rozumieć linie lotnicze, lotniska, sieci hoteli, itp. Na przykład hotele starają się zapewnić pokoje typu "networker friendly" z dodatkowym gniazdkiem telefonicznym do wpięcia wtyku modemowego.
Adres strony: http://www.eto.org.uk/nat/pl/iso/faq/faq02.htm
Data ostatnich zmian na tej stronie 1 lutego 1999 r.